Weather (state,county)

Recenzja: Hitman. Tom 1.

Recenzja Hitman tom 1.

Witajcie w brutalnym i mrocznym Gotham City. Mieście gdzie wszelakiej maści przestępcy o nadprzyrodzonych mocach, poczynają sobie w najlepsze, a policja i Batman bezradnie rozkładają ręce. Metropolii, której wyziewy czarnego humoru i absurdu stworzyły Hitmana – antybohatera w czarnych okularach, który uwielbia mordować, ale tylko tych, którzy na to zasłużyli. 

Gotham to miasto gdzie mafia bez większych przeszkód robi swoje interesy, a zabójcy na zlecenie cały czas są mocno rozchwytywani. Jednym z nich jest Tommy Monaghan, specjalista od „sprzątania”, który od zawsze kieruje się swoim dosyć pokrętnym kodeksem moralny. Jego „uporządkowane” życie zmienia się pewnej gorącej nocy, kiedy to podczas pewnego zlecenia, zostaje zaatakowany przez „istotę nie z tego świata”. Większość ludzi pewnie w wyniku odniesionych ran dawno opuściłaby ziemskie tereny, ale nie on. Jego ciało jest bardziej wytrzymałe niż samego Chucka Norrisa. Mało tego w wyniku zdarzenia, zyskuje on szereg nadprzyrodzonych mocy (telepatia/rentgenowski wzrok), które okazują się bardzo przydatne w jego zawodzie, tym bardziej że często jego celami stają się osoby obdarzone równie „niebezpiecznymi” zdolnościami. 

Postać Hitmana została stworzona przez duet irlandzkich twórców - Gartha Ennis’a oraz Johna McCrea. Polski czytelnik miał już wcześniej okazję śledzić losy ich bohatera, dzięki wydawnictwu Mandragora. Jak kilka innych tytułów, projekt został jednak zawieszony w momencie zniknięcia wydawcy z naszego rynku. Teraz miłośnicy komiksowej akcji, dzięki Egmont będą mogli w pełni poznać historię Tommy’ego, która ukaże się w pięciu zbiorczych tomach. Pojawia się pytanie, czy warto? Zdecydowanie tak! Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że zaprezentowany tutaj świat i cała plejada „bohaterów” (niekoniecznie stojących po właściwej stronie), jest na tyle oryginalny i wyjątkowy, iż trudno być wobec dzieła całkowicie obojętnym. 

Ennis i McCrea pokusili się o stworzenie komiksu z bohaterami obdarzonymi „supermocami” w znanym uniwersum, w zupełnie innej otoczce niż było to spotykane do tej pory. Twórcy nie bali się jechać po przysłowiowej bandzie, dostarczając czytelnikowi soczystej i ociekającej krwią treści, która co bardziej wrażliwych odbiorców, mogła doprowadzić do stanu katatonicznego. Jak można przeczytać we wstępie, sam zamysł stworzenia komiksu był stosunkowo prosty. „Wymyślić opowieść łączącą różne serie komiksowe, w której zadebiutuje chmara nowych bohaterów i łotrów”. Tak powstała seria Bloodlines wydawana przez DC Comis, z której właśnie wywodzi się tytułowy Hitman. 

Przykładowe rysunki
Oprawa graficzna pozostawia trochę do życzenia, ale pewnie znajdą się jej wielcy entuzjaści. 

Scenariusz Ennis’a to jednak nie tylko bezmyślna krwawa „jazda bez trzymanki”, gdzie kule świszczą na prawo i lewo, a krew leje się hektolitrami. Twórca pokusił się o nakreślenie naprawdę mocno intrygującej postaci, która nie jest ani bohaterem, ani też antybohaterem. Owszem zabija on ludzi dla pieniędzy, jednak wzorem „westernowych” postaci, cały czas kieruje się on własnym kodeksem moralnym i eliminuje tylko tych, którzy na to zasłużyli. Sprawia to, że ma licznych wrogów zarówno po jednej, jak i drugiej stronie. 

W przypadku fabuły nie można również nie wspomnieć o miejscu akcji. Ukazane tutaj Gotham to jeszcze mroczniejsza i jeszcze bardziej brutalna wizja miasta niż tą, którą wszyscy doskonale znają z serii przygód Batmana. Przerażająca wąskie uliczki, pełne wyrazistej przemocy, wypełnione są również oparami absurdalnego czarnego humoru, który co prawda nie każdemu musi się spodobać, ale na pewno przykuwa uwagę. Powiedzmy sobie szczerze, ile jest na rynku dzieł gdzie pojawiają się znani bohaterowie i ich przeciwnicy, pozaziemskie istotny, demony i cała masa innych postaci obdarzonych mocami? Mało tego wszyscy oni pragną tylko jednego pozbycia się Tommy’ego, który nie ma jednak zamiaru łatwo dać się zabić lub zapuszkować. 

Jeśli chodzi o kwestie graficzne, za które odpowiedzialny był John McCrea, to spawa jest mocno dyskusyjna. Dla jednych jego rysunki i to jak udało mu się w nich zawrzeć nietuzinkowy klimat dzieła, będą czymś niezwykłym. Dla innych delikatnie mówiąc.. zresztą porzućmy powściągliwość i napiszmy wprost, część jego prac jest nieprzeciętnie brzydka. Najbardziej widoczne jest to na początku albumu, później oprawa troszkę się poprawia (albo oko czytelnika do niej przyzwyczaja). Jedno jest pewne, nie jest to tytuł, który kupuje się tylko dla samej oprawy wizualnej. 

Podsumowując całość, klaruje się nam obraz naprawdę interesującego i całkiem dobrego dzieła, którego treść ma zapewnić solidną porcję widowiskowej akcji i masę rozrywki. Pod tym względem jest naprawdę bardzo dobrze i na dalszy plan schodzi nawet pozostawiająca wiele do życzenia kreska. Tytuł godny polecania każdemu dorosłem czytelnikowi, który ma ochotę na coś naprawdę mocno „męskiego”. 

Ocena Hitman tom 1.
Mocne dzieło po przeczytaniu którego Gotham nigdy nie będzie już takie jakie znaliśmy z uniwersum Batmana. 



Egzemplarz do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont.

Egmont

Brak komentarzy