Weather (state,county)

Indyjska włóczęga - recenzja.

Recenzja Indyjska włóczęga

W kwietniu wydawnictwo Egmont dostarczyło na rodzimy rynek naprawdę solidną porcję świetnych tytułów. Pośród całej masy bardziej znanych pozycji, łatwo można było przegapić prawdziwe „perełki”. Jedną z nich jest właśnie „Indyjska włóczęga” dzieło, które ma ogromną szansę podbić serca wielu rodzimych miłośników komiksów, którzy będą go zaliczyć do grona najlepszych „dzieł 2020”. 

„Nietuzinkowość” określenie doskonale pasujące do tej pozycji i przejawiające się tutaj w najprzeróżniejszej formie. Na sam początek warto sobie jasno wyjaśnić sprawę, czym tak naprawdę jest ów komiks. Mamy tutaj bowiem do czynienia z graficzną fabularną kontynuacją powieści „Żywot młodzika niepoczciwego imieniem Pablos, czyli wzór dla obieżyświatów i zwierciadło filutów” autorstwa Francisco de Quevedo, która została spisana na przełomie lat 1603-1608 (wydana w 1626). 

Pierwowzór skupia się na losach tytułowego urodzonego w Segowii (Hiszpania) Pablosa, który od najmłodszych lat (wzorem rodziny) zajmował się oszukiwaniem innych i drobnymi kradzieżami. Życie wiecznie biednego i głodnego łotrzyka jednak po pewnym czasie mu się nudzi i postanawia on wyruszyć do Indii, aby tam zaznać szczęścia i bogactwa. Właśnie w tym momencie na scenę wkracza komiksowe dzieło Alaina Ayrolesa i Juanjo Guarnido, które będzie opowiadać o przygodach bohatera w Nowym Świecie, gdzie pełno jest „starych” problemów. 

W kwestii formalnej: akcja komiksu dzieje się w Ameryce Południowej fakt, dlaczego nazwana jest ona tutaj Indiami, raczej nie trzeba nikomu wyjaśniać. 

Autor scenariusza Alain Ayroles podzielił swoje nowe dzieło na trzy rozdziały. W pierwszym z nich prezentuje losy Pablosa w formie pierwszoosobowej narracji, gdzie bohater przed wyzionięciem ducha opowiada całe swoje życie (czym doprowadza do wielkiej irytacji słuchacza). Jego ziemska egzystencja od najmłodszych lat nie należała do najłatwiejszych i pełna była bólu, cierpienia, głodu i kombinowania jak przeżyć. Czytelnik śledzi jego tragiczne losy od lat młodości, przez okres przybycia do nowej ziemi, do momentu odnalezienia mitycznego El Dorado. Pokaźna dawka emocji oraz szczypta naprawdę świetnie dopasowanego humoru, całkowicie otumania odbiorcę, który zapomina bohatera z okładki, który patrzy na świat z mocno „szelmowskim” uśmiechem na twarzy. Kiedy już scenarzysta przygotuje odpowiedni grunt, rzuca w kolejnych rozdziałach niesamowicie dynamiczną i pełną intryg przygodę, która na każdym kroku zaskakuje i mimowolnie wywołuje na twarzy czytającego szeroki uśmiech zadowolenia. 

Przykładowa strona
Rysunki są naprawdę śliczne i wpadające w oko. Przykładowa plansza - egmont.pl

Rewelacyjny pomysł scenariuszowy to nie wszystkie zaleto tego dzieła. Tak jak zostało to już wspomniane, dosyć istotnym jego elementem jest świetnie dopasowana warstwa humorystyczna, która podkreśla „łotrzykowy i przygodowy” charakter komiksu. Nie można również zapomnieć o świetnie wykreowanych i barwnych postaciach, które wypełniają kolejne kadry tytułu i stają się bodźcem do kolejnych zaskakujących wątków. Oczywiście autor dosyć mocno czerpał tutaj inspiracje ze wspomnianej książki Francisco de Quevedo, nie oznacza to jednak, że nie dodał on nic od siebie. Mocno wyczuwalna jest tutaj nutka jego innego dzieła z gatunku płaszcza i szpady, która chyba najbardziej przejawia się w kreacji głównej postaci, która po prostu jest nakreślona w sposób idealny. 

Geniusz fabularny idzie tutaj w parze z rewelacyjną oprawą graficzną, za która odpowiedzialny był Juanjo Guarnido (twórca równie świetnego Blacksad). Iście disneyowska kreska (momentami przypominająca film animowany Droga do El Dorado), dopełniona bogatą kolorystyką, sprawia, że komiks nie tylko doskonale się czyta, ale również ogląda. Hiszpański artysta dopieścił w najdrobniejszych detalach każdy pojawiający się tutaj kadr, tworząc prawdziwe komiksowe dzieło sztuki. 

Nie można osobnego akapitu poświęcić rodzimemu wydaniu. Duży format, gustowna twarda oprawa, świetnej jakości papier, dobre tłumaczenie i wykorzystanie wyraźnych czcionek. Jest idealnie pod każdym względem i komiks będzie ozdobą nie jednej domowej kolekcji. 

Na koniec krótko i dosadnie: „Indyjski Włóczęga” to dzieło rewelacyjne, która powinno przypaść do gustu każdemu miłośnikowi powieści graficznych. Jeśli jeszcze nie masz tej pozycji w swoich zbiorach, to zdecydowanie polecam sprawdzenie zasobów swojego konta i uzupełnienie tego braku. 

Ocena Indyjska włóczęga
Rewelacja pod każdym względem.



Egzemplarz do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont.

Egmont

Brak komentarzy