Weather (state,county)

Recenzja komiksu Lucky Luke - Rodeo.

Recenzja komiksu Lucky Luke. Rodeo

Miłośnicy komiksowej rozrywki dzięki wydawnictwu Egmont mają ponownie okazję sięgnąć po prawdziwą „klasykę”, powiększając swoje kolekcje o drugi (w kolejności chronologicznej) numer przygód Lucky Luke’a. Zgodnie z zasadą „dla każdego coś dobrego”, większość komiksowej braci niezależnie od wieku powinna znaleźć w tym albumie coś interesującego i mocno epatującego klimatem Dzikiego Zachodu. 

W przeciwieństwie do albumu Lucky Luke - Most na Missisipi, który również pojawił się lutowym wypuście komiksowym, tym razem na czytelników czeka kilka krótkich, ale iście kowbojskich historii: Rodeo, Desperado City i Gorączka Złota. 

W pierwszej z nich Lucky Luke jak na prawdziwego mężczyznę z Dzikiego Zachodu przystało w przerwach pomiędzy łapaniem bandytów, musi udowodnić swoją wyższość nad innymi. Nie ma do tego lepszej okazji niż zawody Rodeo, na których przy okazji można dobrze zarobić. Uczciwe współzawodnictwo jest jednak dla niektórych uczestników czymś zupełnie obcym, na całe szczęście LL radził sobie już z nie takimi problemami. 

Historia dziejąca się w tytułowym Desperado City skupia się na problemie miasteczka nękanego władzą poszukiwanych braci Pistol. Na ich nieszczęście zadarli oni z niewłaściwym kowbojem i ich beztroska na wolności musiała się skończyć. Zanim jednak wylądowali oni za kratami niczym w O.K. Corral, miasto wypełniły odgłosy strzałów. 

Trzecia i ostatnia w albumie z komiksowych opowieści jak sama nazwa wskazuje, pokazuje istne szaleństwo w momencie, kiedy to w Buffalo Creek wybucha Gorączka Złota. Poszukiwacze z całego zachodu zbierają się w jednym miejscu, z wielkim marzeniem zdobycia fortuny. Tam, gdzie są tłumy ludzi i w grę wchodzi złoto, pojawiają się liczne niesnaski prowadzące do otwartych konfliktów. Zawsze znajdzie się również ktoś kto postanowi wykorzystać sytuację, aby wzbogacić się w niezbyt uczciwy sposób. Tym razem jednak Lucky Luke jest tylko biernym obserwatorem, który jako jeden z niewielu zachował zdrowy rozsądek. 


Przykładowa strona komiksu Lucky Luke. Rodeo

Pod względem fabularnym mamy tutaj do czynienia z naprawdę klasycznym albumem LL, w którym klimat Dzikiego Zachodu z pewnymi jego stereotypami dosłownie wylewa się z kolejnych stron. Slapstickowy humor (który w późniejszych częściach nie jest już tak bardzo eksponowany) wypełnia kolejne kadry dzieła, zapewniają odbiorcy należytą porcję rozrywki. 

„Komiksowa klasyka” przejawia się tutaj również w oprawie graficznej, która jest mocno bajkowa i kierowana do młodszego odbiorcy. Morris wyraźnie tutaj dopiero kształtuje swoją wizję twórczą, która z biegiem kolejnych lat i kolejnymi publikowanymi albumami, zaczyna przejawiać się dużo wyraźniejszą i dokładniejszą kreską. 

Tak jak w przypadku wszystkich albumów LL, które miałem okazję czytać, śmiało można napisać, że Rodeo to świetny komiks, który powinien znaleźć się w posiadaniu każdego miłośnika samotnego kowboja. Można doszukać się w dziele kilku elementów, które mogły wypaść lepiej, nie zmienia to jednak faktu, że komiks jest najzwyczajniej w świecie dobry i warty przeczytania. 


Ocena komiksu Lucky Luke. Rodeo 


Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Wydawnictwo Egmont

Brak komentarzy