Weather (state,county)

Recenzja komiksu. Batman: Zabójczy Żart.

Recenzja komiksu Batman: Zabójczy Żart

W życiu każdego popkulturowego konsumenta przychodzi taki moment, że znajduje on chwilę czasy, aby nareszcie nadrobić pewne zaległości czytelnicze, szczególnie te zaliczane do kanonu pozycji „kultowych”. Jednym z takich tytułów jest wydany w 1988 roku komiks Batman: Zabójczy Żart (wydania zeszytowe) pozycja, która pomimo sędziwego wieku nadal zachwyca i ciągle umiejąca przyćmić swoją jakością wiele współczesnych dzieł graficznych.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można zakładać, że jeśli ktoś dotarł do tego miejsca tekstu, to podobnie jak ja nie miał wcześniej do czynienia z recenzowanym tytułem, lub obcował z nim tak dawno temu, że jego pamięć zaczyna być dość mglista. Dlatego na samym wstępie należy napisać przynajmniej w kilku słowach coś na temat fabularnej otoczki scenariusza stworzonego przez legendę branży Alana Moore’a. 

W rodzimym albumie opublikowanym nakładem wydawnictwa Egmont na samym początku czeka na czytelnika krótki wstęp pokazujący genezę komiksu napisany przez Tima Sale. Dowiadujemy się z niego między innymi kilku ciekawostek na temat pomysłów scenariuszowych (np. początkowe założenie pojawienia się w komiksie obok Batmana, Sędziego Dredda), czy założeń stosowania konkretnej palety barw. Krótki, ale treściwy wstępniak, który jest doskonałą przystawką przed daniem głównym. To jednak nie koniec niespodzianek przygotowanych dla potencjalnych odbiorców. W albumie znalazło się również miejsce dla posłowia napisanego przez samego Briana Bollanda czy krótkiej historii dodatkowej umieszczonej na końcu dzieła. 

Cała fabularna historia rozpoczyna się od przybycia Batmana do Azylu Arkham, w którym chce się on spotkać z jednym ze swoich najgroźniejszych przeciwników Jokerem. Szybko okazuje się, że osoba przetrzymywana w zakładzie to podstawiony człowiek, a prawdziwy Joker już dawno jest na wolności. Od tego momentu zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki, a zamaskowany superbohater zostaje zepchnięty na drugi plan akcji, ustępując miejsca uśmiechniętemu i szalonemu antagoniście. Złoczyńca przejmuje podniszczone wesołe miasteczko, w którym przygotowuje wiele ciekawych „atrakcji” dla swoich oponentów (między innymi Jima Gordona czy Batmana). 

Recenzja komiksu Batman: Zabójczy Żart

Wątek z wydostaniem się z Arkham i prowadzenie wesołego miasteczka, w którym dzieje się akcja komiksu, to tylko jeden mało znaczący element albumu. Zdecydowanie najważniejszą część dzieła stanowią retrospekcje stylizowane na klimat noir, pokazujące kim tak naprawdę był Joker i co spowodowało, że jego umysł uległ całkowitemu wypaczeniu. Moore w dość intrygujący sposób stara się ukazać odwiecznego wroga obrońcy Gotham, nadając mu ludzkich cech i po części tłumacząc jego zachowanie. 

Niestety ze względu na ograniczoną ilość dostępnego miejsca akcja rozgrywa się bardzo szybko, powodując w kilku monetach zbyt drastyczne spłycenie interesująco zapowiadającego się fragmentu. Pewne obiekcie można mieć również do samych dialogów, które w paru kadrach są nazbyt przekombinowane (szczególnie niektóre monologi Jokera). Wszystko to jest jednak małą niedoskonałością przykrytą grubą warstwą świetnej treści. 

Dobry i przemyślany scenariusz musi współgrać z odpowiednią oprawą graficzną, jeśli tytuł ma osiągnąć sukces. Tutaj tego zdecydowanie nie brakuje, więc nikogo nie powinno dziwić, dlaczego album zalicza się do grona kultowych. Bollandowy Joker jest niebywale ekspresywny i na tyle hipnotyzujący, że od niektórych kadrów trudno oderwać wzrok. Kreska w całym albumie jest wyrazista i tworząca niesamowity klimat epatujący mocnym niepokojem. Uzupełnieniem rysunków są świetnie dobrane kolory, które jak można przeczytać we wstępie w przeciwieństwie do pierwotnego wydania, są tutaj o wiele chłodniejsze, podkreślające w ten sposób ponury ton opowieści. 

Fabularnie dzieło być może ma kilka potknięć, które lepiej widać z perspektywy czasu, nie zmienia to jednak faktu, że komiks był, jest i pewnie jeszcze długo będzie jednym z najlepszych dzieł z Batmanem i Jokerem w rolach głównych. Tytuł zdecydowanie należy przeczytać i warto do niego od czasu do czasu wracać, aby odświeżyć sobie świetną historię. W przeciwieństwie do tego, co widnieje w tytule i widać na okładce albumu, czytelnikowi na pewno nie będzie do śmiechu i będzie miał on okazję na chwilę większej zadumy, nad tym co przeczytał i zobaczył.

Brak komentarzy