Weather (state,county)

100 mniej znanych anime wartych zobaczenia. #2

100 mniej znanych anime wartych zobaczenia. Część 2.

Nadszedł czas na pojawienie się kolejnej części cyklu artykułów, w której miłośnicy anime będą mogli okazję zapoznać się z propozycjami mniej znanych tytułów, które powinny znaleźć się w sferze ich zainteresować. Zgodnie ze starym powiedzeniem „dla każdego coś dobrego”, wszyscy fani japońskie popkultury powinni znaleźć tutaj coś dla siebie. 


Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji do zapoznania się z pierwszą częścią cyklu, zachęcam do przeczytania tekstu.

Uwaga. Poniższe zestawienie jest mocno subiektywne zarówno pod względem oceny jakości poszczególnych tytułów, jak i zakresu ich popularności. Mam nadzieje, że w komentarzach dacie znać co waszym zdaniem powinien zobaczyć każdy miłośnik anime.

Ashita e Attack! 

Ilość dostępnych na rynku sportówek anime jest wręcz przytłaczająca. Pośród dziesiątek przeróżnych przeciętnych produkcji, naprawdę trudno wyłowić tytuł, który jest na swój sposób interesujący. Właśnie jednym z takich tytułów jest dość leciwa, ale dobra produkcja (1977 rok), która łączy elementy szkolnego dramatu, nastoletniego romansu z całkiem przyjemnym sportowym wątkiem kręcącym się wokół siatkówki. Oczywiście pewne problemy młodzieży z tamtego okresu mogą wydawać się dla współczesnych widzów odrobinę trywialne, ale całościowo fabuła jest na tyle dobrze skrojona (żaden z wątków nie jest tutaj nadmiernie dominujący), że warto poświecić chwilę wolnego na obejrzenie tej produkcji, tym bardziej że dobre anime o siatkówce można policzyć na palcach jednej dłoni. 



A.D. Police (TV) 

Telewizyjna produkcja z samej końcówki lat 90-tych (prequel z 1990 roku również jest niczego sobie), którą zdecydowanie powinien zobaczyć każdy miłośnik produkcji sci-fi i wielki fan Bubblegum Crisis Tokyo 2040. Masa akcji, wyraziści bohaterowie, dość specyficzny humor doskonale jednak wpasowujący się w „sensacyjny” klimat serialu i cięgle przyjemna dla oka animacja. Zgodzę się, że pod względem scenariusza jest kilka innych i lepszych produkcji w klimatach cyberpunkowych, ale A.D. Police również potrafi zapewnić należytą dawkę rozrywki, a przecież to jest najważniejsze. Dodatkowo na uwagę zasługuje ścieżka dźwiękowa produkcji, która naprawdę cieszy ucho słuchacza. 



Wolverine 

Kiedy Japończycy biorą się za popularnego bohatera Marvela, można być pewnym, że będzie na swój sposób „intrygująco”. Akcja serialu przenosi Logana do Kraju Kwitnącej Wiśni, który spłynie krwią jego oponentów, którzy odważyli się porwać bliską jego serca osobę. Całościowo historia nastawiona jest głównie na akcję i widowiskowość, bez zbędnego nadmiernego gmatwania scenariusza. Serial jest jednak na tyle krótki (12 odcinków), że pewna prosta opowieści jest jego zaletą i widza skupia się tylko na dynamice wydarzeń. Całkiem nieźle prezentuje się również animacja, która może przypominać współczesne Netflixowe produkcje (należy jednak pamiętać, że anime ma już prawie 10 lat). Całościowo mamy tutaj do czynienia z przyjemnym tytułem akcji, który powinien zainteresować zarówno fanów Marvela, jak i tych widzów, którzy szukają czegoś niezobowiązującego i mocną akcją. 



Uchuu Kaizoku Captain Herlock 

Kawał solidnej klasyki z segmentu space opery, która w Japonii dorobiła się statusu kultowej. W naszym pięknym kraju Kapitan Harlock nie stał się jednak nazbyt popularny, popadając w zapomnienie (szczególne stare produkcje). Produkcja debiutowała w 1978 roku, więc pod wieloma współczesnymi standardami wizualnymi, wypada ona dość przeciętnie (chociaż to i tak kwestia subiektywna). Jeśli jednak chodzi o poziom samego scenariusza to zdecydowanie wiele nowych produkcji ma w tej kwestii jeszcze wiele do nadrobienia. Ekscytująca i świetnie napisana przygoda, pełna nietuzinkowych zwrotów akcji, w której można znaleźć zarówno momenty dramatyczne, jak i takie, które powinny wywołać na twarzy widza mimowolny uśmiech. Moim daniem produkcja, którą powinien zobaczyć każdy miłośnik sci-fi. 


Ghost Sweeper GS Mikami 

Produkcja skupiająca się na Reiko Mikami, młodej i atrakcyjnej damie prowadzącej interes zajmujący się pozbywaniem się wszelkiej maści duchów utrudniających życie ludziom. Jak na produkcję z początku lat 90-tych zaliczaną do grona komedii, można spodziewać się tutaj potężnej dawki dość sprośnego humoru, który potrafi wprawić w rozrywkowy nastrój spore grono widzów. Co prawda pod względem scenariusza nie jest to mistrzostwo świata, ale całościowo historia prezentuje się naprawdę dobrze. Poszczególne odcinki mają głównie charakter epizodyczny, gdzie w tle pojawia się pewna dość intrygująca tajemnica. Postacie są całkiem dobre nakreślone i bardzo mocno żywiołowe co podkreśla jeszcze bardziej humorystyczny wydźwięk dzieła. Serial składający się z 45 odcinków to doskonała propozycja dla każdego, kto szuka czegoś łatwego i przyjemnego, co zapewni mu należytą dawkę rozrywki na dłuższy czas. 



The Big O 

W każdym szanującym się zestawieniu anime, musi pojawić się tytuł z ogromnymi mechami w rolach głównych. Momentami na tym poletku można poczuć prawdziwy przesyt nadmiaru stworzonej treści, ale można również naleźć pozycje, które pod pewnymi względami wyróżniają się z dziesiątej innych podobnych do siebie produkcji. The Big O to z jednej strony anime, w którym mamy walki robotów i podział na dobrych i złych, z drugiej twórcy starali się całość tej futurystycznej i dość sztampowej otoczki zamknąć w dość nieoczywistym klimacie noir. Stworzona historia z początku może wydawać się dość prosta, ale szybko nabiera wielowymiarowości i momentami staje się dość niejasna i mętna (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Interesująco prezentuje się również oprawa wizualna, która momentami przypomina zachodnie animacje. Czy uzna się to za wadę, czy też zaletę to już sprawa indywidualna. 


Rainbow: Nisha Rokubou no Shichinin 

Naprawdę mocy i trudny w odbiorze tytuł, o którym przynajmniej część miłośników anime mogła słyszeć. Niezbyt wiele widzów (szczególnie pośród nowych miłośników tego rodzaju popkultury) miało jednak okazję go zobaczyć. Mamy tutaj do czynienia z naprawdę mocnym dramatem pokazującym realia Japonii w roku 1955, gdzie grupka nastoletnich chłopców, zostaje zatrzymana przez władzę i umieszczona w dość brutalnym ośrodku dla nieletnich. Przemoc zarówno fizyczna, jak i psychiczna czy jeszcze bardziej dosadne obrazy ludzkiego upodlenia są tutaj na porządku dziennym. Bardziej świadomy odbiorca z pewnością dopatrzy się tutaj pewnej krytycznej oceny historii KKW z tamtego okresu, kiedy to wojska amerykańskie ciągle dość mocno akcentowały swoją obecność na terenie kraju. Produkcja dedykowana tylko dla dojrzałego widza, którą zdecydowanie należy zobaczyć. 


Ping Pong the Animation 

Kolejna mocno interesująca „sportówka”, tym razem skupiająca się na tenisie stołowym jak łatwo można się domyślić po samym tytule. Dość krótka (11 odcinkowa) seria, w której wątki psychologiczne odgrywają znacznie ważniejszą rolę niż sam sport. Ciekawy, mocno nietuzinkowy scenariusza, dający widzowi wiele do myślenia, jest zdecydowanie jednym z najmocniejszych punktów tego dzieła. Jednym problemem w pozytywnym odbiorze tego tytułu, może być jego prawa wizualna, która jest delikatnie mówić dość „specyficzna” i zdecydowanie nie każdemu przypadnie ona do gustu. 


Final Fantasy: Unlimited 

Umieszczenie w tytule dzieła nazwy popularnej marki nie zawsze jest równoznaczne z osiągnięciem ogromnego sukcesu. Doskonałym przykładem tego jest właśnie owa seria, która popadła w zapomnienie niedługo po tym, jak pojawiła się w 2001 roku na rynku. Dziś już mało kto o niej pamięta, a jest ona nadal warta uwagi. Scenariuszowo jest poprawnie, chociaż bez fajerwerków, ale też poważniejszych potknięć. Odpowiednia dawka przygody połączona z bardziej dramatyczną treścią będącą znakiem rozpoznawczym wielu dzieł z serii FF jest tutaj dość dobrze wyczuwalna. Niestety, ale twórcy postanowili wprowadzać widza w całą historię bardzo powoli, przez co początkowe odcinki mogą wydawać się niebywale nudne. Jeśli jednak da się tytułowi szansę, później całość nabiera odpowiedniego tempa i ogląda się serial bardzo przyjemnie. Niestety łyżką dziegciu w całym dziel są dość mocno infantylne postacie, które momentami psują całość danego dramatycznego wątku (każdy jednak ocenia owych bohaterów inaczej, więc jest to sprawa mocno subiektywna). Jeśli zaś chodzi o oprawę wizualną, to prezentuje się ona na naprawdę dobrym poziome i nawet dziś stoi na wysokim poziomie artystycznym. 



Black Magic M-66 

Kolejna leciwa i dość klasyczna w pewnych kręgach, cyberunkowa produkcja anime z końca lat 80-tych, którą po prostu należy znać. Dość prosta i krótka (1 odcinek 48 minut) fabuła łącząca futuryzm i liczne elementy znane z thrillerów w interesującą całość. Tytuł nawet dzisiaj jest na tyle dobry, że bez większych problemów powinien zapewnić należytą dawkę rozrywki każdemu miłośnikowi produkcji sci-fi, który postanowili po niego sięgnąć. Całkiem dobrze jak na swoje lata wygląda również oprawa wizualna, która ciągle ma swój urok i doskonale wpasowuje się w klimat dzieła. Zdecydowanie warto poświęcić malutki wycinek swojego wolnego czasu, aby zapoznać się z tą pozycją.


Brak komentarzy