Weather (state,county)

Recenzja komiksu - Lucky Luke. Most na Missisipi.

Recenzja komiksu Lucky Luke. Most na Missisipi

W lutowym wypuście komiksowym wydawnictwa Egmont, pojawiają się ponownie po krótkiej przerwie dwa nowe albumy przygód dzielnego kowboja. W jednym z nich noszącym podtytuł Most na Missisipi, Lucky Luke zajmie się pewnymi problemami „budowlanymi”, które mogą mieć wymierny wpływ na rozwój Stanów Zjednoczonych. Komiks w sposób dość tradycyjny dostarcza odbiorcy masę dobrej rozrywki, ale również pewną dozę prawdziwej historii. 

Rok 1868 każdy podróżny pragnący przedostać się z zachodniej do wschodniej (lub odwrotnie) części Stanów Zjednoczonych, był zmuszony do przeprawy przez rzekę Missisipi. Sytuację miała poprawić budowa pierwszego szerokiego mostu, znacząco ułatwiającego komunikację. Jak to zwykle jednak bywa w tego typu przedsięwzięciach, zawsze muszą pojawić się jakieś problemy. Tym razem okazali się nimi bracia Caymanowie, którzy czerpali pokaźne zyski z przeprawy wodnej pomiędzy Saints Luis a Illinoistown. Przedsiębiorcza (w negatywnym tego słowa znaczeniu) rodzinka była gotowa zrobić wszystko, aby tylko budowa nigdy się nie zakończyła. O pomoc w sprawie masy tajemniczych wypadków, zostaje poproszony Lucky Luke, który doskonale potrafi sobie radzić w wielu nieprzewidzianych sytuacjach. 

Większość zaprezentowanej w tej albumie historii to oczywiście czysto komiksowy wymysł. Jednak tak jak zostało to już wspomniane we wstępie, pewne elementy fabuły są tutaj odzwierciedleniem rzeczywistości. Chodzi o budowę w drugiej połowie XIX wieku mostu na rzece Missisipi. Projekt ten od samego początku pomysłu borykał się z dziesiątkami przeróżnych problemów, ale kiedy został ukończony, z miejsca stał się największym osiągnięciem architektonicznym tamtych czasów. Wzmiankę na temat prac oraz twórcy projektu można znaleźć na końcu komiksu wraz ze stosownym zdjęciem architekta i szkicem postępujących prac budowlanych. 

Przykładowa strona komiksu Lucky Luke. Most na Missisipi


Scenarzyści Xavier Fauche i Jean Leturgie moim zdaniem wykonują solidną pracę, dostarczając album pełny wartkiej akcji rodem z Dzikiego Zachodu, ze sporą dawką humoru, pod którą można odkryć pewną wartość edukacyjną dzieła. Lucky Luke tym razem nie ściga „groźnych” przestępców, jednak pojawiających się tutaj komiksowych antagonistów nie można nazwać tutaj aniołkami i są oni całkiem ciekawie nakreśleni. 

Jeśli chodzi o warstwę artystyczną, za którą odpowiedzialny był nie kto inny jak sam Morris, nie ma się do czego przyczepić. Kreska artysty jest na tyle charakterystyczna i rozpoznawalna, że trudno ją pomylić z kimś innym. Rysunki są kolorowe i przyjemne dla oka zarówno młodszego odbiorcy, jak i kogoś, kto ma już „kilka” lat na karku i pamięta początki serii. 

Lucky Luke: Most na Missisipi to świetny album, który sprawi masę radości fanom serii, którzy na bieżąco uzupełniają swoje kolekcje o kolejne pojawiające się numery. Śmiało może po niego sięgnąć również ktoś, kto szuka czegoś mało wymagającego, ale zapewniającego masę dobrej zabawy. 


Ocena komiksu Lucky Luke. Most na Missisipi


Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Wydawnictwo Egmont

Brak komentarzy