Przejdź do głównej zawartości

Polecany post

Recenzja komiksu: Trupie Gadki - sezon 2.

Nauka przez rozrywkę – pomysł z pozoru prosty w swoich założeniach, ale również nieprzeciętnie genialny. Nie ma przecież nic lepszego niż poznawanie historii z ust osób, które ją tworzyły. Nie przeszkadza w tym nawet fakt, że owe persony są delikatnie mówiąc dość „sztywne” w swoim przekazie. Zapomnijcie o legacjach w telewizji publicznej i przygotujcie się na drugi sezon talk-show „Trupie Gadki”, gdzie prowadzący pokaże wam nowy wymiar edukacji (momentami odrobinę zalatujący zgnilizną).  Na sam początek kilka kwestii formalnych dla tych, którzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z tym tytułem. Trupie Gadki to komiks opierający się na formule telewizyjnego programu rozrywkowego, gdzie prowadzący Adam Murphy przeprowadza dość kąśliwe wywiady z najprzeróżniejszymi gośćmi. Bohaterowie poszczególnych odcinków łączą dwie cechy: na trwałe zapisali się na kartach światowej historii i od dawien dawna już nie żyją (tak – uczestnikami talk-show są trupy). Pomysł może wydawać się dość mocno ab…

Recenzja komiksu - Lucky Luke. Most na Missisipi.

Recenzja komiksu Lucky Luke. Most na Missisipi

W lutowym wypuście komiksowym wydawnictwa Egmont, pojawiają się ponownie po krótkiej przerwie dwa nowe albumy przygód dzielnego kowboja. W jednym z nich noszącym podtytuł Most na Missisipi, Lucky Luke zajmie się pewnymi problemami „budowlanymi”, które mogą mieć wymierny wpływ na rozwój Stanów Zjednoczonych. Komiks w sposób dość tradycyjny dostarcza odbiorcy masę dobrej rozrywki, ale również pewną dozę prawdziwej historii. 

Rok 1868 każdy podróżny pragnący przedostać się z zachodniej do wschodniej (lub odwrotnie) części Stanów Zjednoczonych, był zmuszony do przeprawy przez rzekę Missisipi. Sytuację miała poprawić budowa pierwszego szerokiego mostu, znacząco ułatwiającego komunikację. Jak to zwykle jednak bywa w tego typu przedsięwzięciach, zawsze muszą pojawić się jakieś problemy. Tym razem okazali się nimi bracia Caymanowie, którzy czerpali pokaźne zyski z przeprawy wodnej pomiędzy Saints Luis a Illinoistown. Przedsiębiorcza (w negatywnym tego słowa znaczeniu) rodzinka była gotowa zrobić wszystko, aby tylko budowa nigdy się nie zakończyła. O pomoc w sprawie masy tajemniczych wypadków, zostaje poproszony Lucky Luke, który doskonale potrafi sobie radzić w wielu nieprzewidzianych sytuacjach. 

Większość zaprezentowanej w tej albumie historii to oczywiście czysto komiksowy wymysł. Jednak tak jak zostało to już wspomniane we wstępie, pewne elementy fabuły są tutaj odzwierciedleniem rzeczywistości. Chodzi o budowę w drugiej połowie XIX wieku mostu na rzece Missisipi. Projekt ten od samego początku pomysłu borykał się z dziesiątkami przeróżnych problemów, ale kiedy został ukończony, z miejsca stał się największym osiągnięciem architektonicznym tamtych czasów. Wzmiankę na temat prac oraz twórcy projektu można znaleźć na końcu komiksu wraz ze stosownym zdjęciem architekta i szkicem postępujących prac budowlanych. 

Przykładowa strona komiksu Lucky Luke. Most na Missisipi


Scenarzyści Xavier Fauche i Jean Leturgie moim zdaniem wykonują solidną pracę, dostarczając album pełny wartkiej akcji rodem z Dzikiego Zachodu, ze sporą dawką humoru, pod którą można odkryć pewną wartość edukacyjną dzieła. Lucky Luke tym razem nie ściga „groźnych” przestępców, jednak pojawiających się tutaj komiksowych antagonistów nie można nazwać tutaj aniołkami i są oni całkiem ciekawie nakreśleni. 

Jeśli chodzi o warstwę artystyczną, za którą odpowiedzialny był nie kto inny jak sam Morris, nie ma się do czego przyczepić. Kreska artysty jest na tyle charakterystyczna i rozpoznawalna, że trudno ją pomylić z kimś innym. Rysunki są kolorowe i przyjemne dla oka zarówno młodszego odbiorcy, jak i kogoś, kto ma już „kilka” lat na karku i pamięta początki serii. 

Lucky Luke: Most na Missisipi to świetny album, który sprawi masę radości fanom serii, którzy na bieżąco uzupełniają swoje kolekcje o kolejne pojawiające się numery. Śmiało może po niego sięgnąć również ktoś, kto szuka czegoś mało wymagającego, ale zapewniającego masę dobrej zabawy. 


Ocena komiksu Lucky Luke. Most na Missisipi


Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Wydawnictwo Egmont

Komentarze

Polecane

100 mniej znanych anime wartych zobaczenia. #3

Bez zbędnych przydługawych wstępów zapraszam wszystkich zainteresowanych do zapoznania się z trzecią częścią cyklu o mniej znanych perełkach anime, które warto zobaczyć. Przypomina, że poniższe zastawienie jest mocno subiektywne i zachęcam do umieszczania w komentarzach swoich własnych propozycji tytułów, którymi powinien zainteresować się miłośnik Japońskiej popkultury. Ore wa Teppei 

Bardzo przyjemny sportowy shounen, w którym główne skrzypce ogrywa młody kendo. Jak na produkcję, w której głównym bohaterem jest młody chłopak przystało, obok sportowych zmagań mamy tutaj również wątki szkolne, odrobinę dramatycznej treści i sporą dawkę całkiem przyjemnego humoru. Na pewno nie jest to ścisły „top” sportówek, ale anime jest na tyle ciekawe, że warto poświęcić trochę czasu na jego obejrzenie.



Elf wo Karu Mono-tachi 

Tytuł, którym zdecydowanie powinni zainteresować się wielbiciele szalonych komedii ze sporą dawkę elementów echii. Tytuł ma już swoje lata na karku, ale nadal bardzo przyjemnie …

100 mniej znanych anime wartych zobaczenia. #2

Nadszedł czas na pojawienie się kolejnej części cyklu artykułów, w której miłośnicy anime będą mogli okazję zapoznać się z propozycjami mniej znanych tytułów, które powinny znaleźć się w sferze ich zainteresować. Zgodnie ze starym powiedzeniem „dla każdego coś dobrego”, wszyscy fani japońskie popkultury powinni znaleźć tutaj coś dla siebie. 
Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji do zapoznania się z pierwszą częścią cyklu, zachęcam do przeczytania tekstu.Uwaga.Poniższe zestawienie jest mocno subiektywne zarówno pod względem oceny jakości poszczególnych tytułów, jak i zakresu ich popularności. Mam nadzieje, że w komentarzach dacie znać co waszym zdaniem powinien zobaczyć każdy miłośnik anime.
Ashita e Attack! 
Ilość dostępnych na rynku sportówek anime jest wręcz przytłaczająca. Pośród dziesiątek przeróżnych przeciętnych produkcji, naprawdę trudno wyłowić tytuł, który jest na swój sposób interesujący. Właśnie jednym z takich tytułów jest dość leciwa, ale dobra produkcja (1977 rok), która łączy…

Recenzja filmu Czarny węgiel, cienki lód.

Przyszła pora na kolejną porcję kina azjatyckiego. Tym razem coś dla miłośników XI muzy, którzy gustują w mocniejszych i dość skomplikowanych produkcjach filmowych. Tytuł, w którym połączenie kilku różnych gatunków, jest zupełnie czymś normalnym dla twórców, a przygotowany przez nich nadmiar suspensu dosłownie wylewa się z ekranu hektolitrami.
Tytuł: Czarny węgiel, Kruchy lód (Bai ri yan huo)  Kraj: Chiny  Gatunek: Thriller, Dramat 
Końcówka lat 90-tych, Chińska gospodarka zaczyna nabierać coraz większego rozpędu. Z każdym kolejnym miesiącem Chiny coraz szybciej doganiają rozwinięte kraje zachodu. W jeden z fabryk, zlokalizowanych w północnej części kraju, pracownicy odkrywają poćwiartowane zwłoki na jedne z hałd węgla. Śledztwo kończy się dla lokalnej policji śmiercią kilku funkcjonariuszy i zniknięciem mordercy. Kilka lat później krajem wstrząsa seria podobnych zbrodni. Zhang Zili, jeden z ocalałych policjantów sprzed lat, stawia sobie za punkt honoru odnalezienie sprawcy i wymierzenie …