Przejdź do głównej zawartości

Polecany post

Recenzja komiksu: Trupie Gadki - sezon 2.

Nauka przez rozrywkę – pomysł z pozoru prosty w swoich założeniach, ale również nieprzeciętnie genialny. Nie ma przecież nic lepszego niż poznawanie historii z ust osób, które ją tworzyły. Nie przeszkadza w tym nawet fakt, że owe persony są delikatnie mówiąc dość „sztywne” w swoim przekazie. Zapomnijcie o legacjach w telewizji publicznej i przygotujcie się na drugi sezon talk-show „Trupie Gadki”, gdzie prowadzący pokaże wam nowy wymiar edukacji (momentami odrobinę zalatujący zgnilizną).  Na sam początek kilka kwestii formalnych dla tych, którzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z tym tytułem. Trupie Gadki to komiks opierający się na formule telewizyjnego programu rozrywkowego, gdzie prowadzący Adam Murphy przeprowadza dość kąśliwe wywiady z najprzeróżniejszymi gośćmi. Bohaterowie poszczególnych odcinków łączą dwie cechy: na trwałe zapisali się na kartach światowej historii i od dawien dawna już nie żyją (tak – uczestnikami talk-show są trupy). Pomysł może wydawać się dość mocno ab…

Manga Dororo i Hyakkimaru Tom 1 - recenzja.

Manga Dororo i Hyakkimaru, akcja, demony, wydawnictwo Waneko.

Kto mógłby przypuszczać, że oryginalny koncept fabularny dzieła Osamu Tezuki z końcówki lat 60-tych, będzie miał okazję w obecnych czasach przeżywać swoją drugą młodość. Remake starej mangi pojawił się już na rynku w 2018 roku, ale pełnią mocy zabłysnął dopiero kilka miesięcy później, kiedy to nowa wersja anime znalazła wielkie uznanie pośród miłośników dalekowschodniej popkultury. 


Historia już od pierwszych stron oferuje czytelnikowi sporo widowiskowej akcji. Grupka mężczyzn z nadmiarem testosteronu postanawia trochę zaszaleć i sprawdzić się kto jest lepszy. Jednym z nich jest tytułowy Hyakkimaru, tajemniczy samuraj mający miecze zamiast rąk. Drugiego głównego bohatera dzieła poznajemy niedługo później, kiedy to stara się on za wszelką cenę przeżyć w wyniszczonym wojnami świecie, nawet jeśli będzie oznaczać to kradzież jedzenia. Dororo, bo o nim mowa, to sierota, która nie ma okazji zaznać uroków dzieciństwa, a każdy kolejny dzień to dla niego walka o przetrwanie. Losy tej dwójki łączą się na pewnym moście, kiedy to chłopak wpada w poważane tarapaty, a Hyakkimaru zajmuje się polowaniem na demona. Od tego momentu ową dwójkę będzie czekać wiele niebezpiecznych potyczek zarówno z ludźmi, jak i siłami nadprzyrodzonymi. 

Jak to bywa w przypadku wielu innych remake'ów, materiał źródłowy musiał ulec delikatnemu przeobrażaniu, aby dostosować się do czasów współczesnych, więc nie ma tutaj mowy o przełożeniu 1:1 oryginalnej treści. Pierwotna seria publikowana w magazynie Shūkan Shōnen Sunday w latach 67-69, ze względu na epizodyczny system wydania miała troszkę inną strukturę fabularną. Odświeżona wersja, trzymając się głównej osi historii, stara się wszystko ułożyć w taki sposób, aby poszczególne tomiki miały okazję zapewniać miłośnikom mangowych shounenów sporo rozrywki. 

Trudno oceniać fabularną jakość tytułu po okładce, a tym dokładnie jest pierwszy tomik. Mamy w nim sporo widowiskowej akcji i niewiele wyjaśnień fabularnych. Nie wiemy prawie nic o otaczającym świecie, w którym z niewyjaśnionych powodów panoszą się demony, nie wiemy również zbyt wiele na temat głównych bohaterów, którzy zostali tutaj jedynie zarysowani, a cala ich historia będzie dopiero stopniowo odkrywana przed czytelnikiem. Jedno co można na pewno powiedzieć na temat scenariusza to, że jest mocno intrygujący i to do tego stopnia, że momentalnie chce się sięgnąć po kolejną część (przy założeniu, że nie widziało się wcześniej anime).

przykładowe rysunki Dororo i Hyakkimaru tom 1


Jeśli chodzi o warstwę artystyczną, to śmiało można napisać, że Satoshi Shiki wykonał kawał solidnej pracy. Oprawa została doskonale przystosowana do współczesnych upodobań i standardów (szczególnie jeśli chodzi o projekty postaci). W wielu kadrach dominuje czerń i przeróżne odcienie szarości, nadające tytułowi specyficznego mrocznego klimatu, dokładnie, wtedy kiedy historia tego wymaga. Jedyne, do czego można się przyczepić to prezentacja bardziej dynamicznych scena akcji, które w niektórych momentach mogą być odrobinę nieczytelne (głównie przez zastosowanie ogromnych onomatopei).

Oryginalna historia miała do zaoferowania czytelnikowi obok wartkiej akcji również pewne inne wartości dodane. Czy tak też będzie w przypadku odświeżonej wersji? Trudno wyrokować po pierwszym tomie, na pewno jednak seria będzie umiała zapewnić masę przyjemności i należytej rozrywki. 



+ enigmatyczna historia 
+ doskonałe dostosowanie rysunków do obecnych standardów 
- momentami niezbyt czytelne sceny walk 


Dziękuję Wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Waneko, mangi,

Komentarze

Polecane

100 mniej znanych anime wartych zobaczenia. #3

Bez zbędnych przydługawych wstępów zapraszam wszystkich zainteresowanych do zapoznania się z trzecią częścią cyklu o mniej znanych perełkach anime, które warto zobaczyć. Przypomina, że poniższe zastawienie jest mocno subiektywne i zachęcam do umieszczania w komentarzach swoich własnych propozycji tytułów, którymi powinien zainteresować się miłośnik Japońskiej popkultury. Ore wa Teppei 

Bardzo przyjemny sportowy shounen, w którym główne skrzypce ogrywa młody kendo. Jak na produkcję, w której głównym bohaterem jest młody chłopak przystało, obok sportowych zmagań mamy tutaj również wątki szkolne, odrobinę dramatycznej treści i sporą dawkę całkiem przyjemnego humoru. Na pewno nie jest to ścisły „top” sportówek, ale anime jest na tyle ciekawe, że warto poświęcić trochę czasu na jego obejrzenie.



Elf wo Karu Mono-tachi 

Tytuł, którym zdecydowanie powinni zainteresować się wielbiciele szalonych komedii ze sporą dawkę elementów echii. Tytuł ma już swoje lata na karku, ale nadal bardzo przyjemnie …

100 mniej znanych anime wartych zobaczenia. #2

Nadszedł czas na pojawienie się kolejnej części cyklu artykułów, w której miłośnicy anime będą mogli okazję zapoznać się z propozycjami mniej znanych tytułów, które powinny znaleźć się w sferze ich zainteresować. Zgodnie ze starym powiedzeniem „dla każdego coś dobrego”, wszyscy fani japońskie popkultury powinni znaleźć tutaj coś dla siebie. 
Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji do zapoznania się z pierwszą częścią cyklu, zachęcam do przeczytania tekstu.Uwaga.Poniższe zestawienie jest mocno subiektywne zarówno pod względem oceny jakości poszczególnych tytułów, jak i zakresu ich popularności. Mam nadzieje, że w komentarzach dacie znać co waszym zdaniem powinien zobaczyć każdy miłośnik anime.
Ashita e Attack! 
Ilość dostępnych na rynku sportówek anime jest wręcz przytłaczająca. Pośród dziesiątek przeróżnych przeciętnych produkcji, naprawdę trudno wyłowić tytuł, który jest na swój sposób interesujący. Właśnie jednym z takich tytułów jest dość leciwa, ale dobra produkcja (1977 rok), która łączy…

Recenzja filmu Czarny węgiel, cienki lód.

Przyszła pora na kolejną porcję kina azjatyckiego. Tym razem coś dla miłośników XI muzy, którzy gustują w mocniejszych i dość skomplikowanych produkcjach filmowych. Tytuł, w którym połączenie kilku różnych gatunków, jest zupełnie czymś normalnym dla twórców, a przygotowany przez nich nadmiar suspensu dosłownie wylewa się z ekranu hektolitrami.
Tytuł: Czarny węgiel, Kruchy lód (Bai ri yan huo)  Kraj: Chiny  Gatunek: Thriller, Dramat 
Końcówka lat 90-tych, Chińska gospodarka zaczyna nabierać coraz większego rozpędu. Z każdym kolejnym miesiącem Chiny coraz szybciej doganiają rozwinięte kraje zachodu. W jeden z fabryk, zlokalizowanych w północnej części kraju, pracownicy odkrywają poćwiartowane zwłoki na jedne z hałd węgla. Śledztwo kończy się dla lokalnej policji śmiercią kilku funkcjonariuszy i zniknięciem mordercy. Kilka lat później krajem wstrząsa seria podobnych zbrodni. Zhang Zili, jeden z ocalałych policjantów sprzed lat, stawia sobie za punkt honoru odnalezienie sprawcy i wymierzenie …